wtorek, 11 sierpnia 2009

Let there be more light

/pink floyd, a momentary lapse of reason/


Gnuśność. Cokolwiek mogłoby to oznaczać, kimkolwiek mogłaby ona być. Za oknem pada, a ja jestem jałowa, jak paski ziemi widziane z lotu ptaka, gdzieś nad Jadachami. Nic tam nie zasieją, nie zbiorą. Nie będzie z tego chleba, powszedniego dnia, pór roku, ani deszczu. Deszcze są w Krakowie i nad Paulińską garną się do okien jak zaspany kot do ciała. Potem Luna wbija pazurki w ręce, w nogi, zupełnie jakby chciała się przekonać, że my istniejemy, że ten świat (nie)stety jest, a wszystko co odczuwalne całym kocim ciałkiem nie jest snem. Gdyby to był sen, obudziłabym się już dawno i wyniosła śmieci. Potraktowała je jako symbol - było i nie jest. Nie będzie. Tabula rasa, hakuna matata i sru od nowa.

Bajda mnie męczy, żebym zaczęła coś pisać. Jakąś powieść. Tak, jasne, tylko jaką, o czym? O tym, że pada, a za oknem słyszę jakieś dzwonki? O tym, że pralka znów się zepsuła, play nie chce łączyć z netem, a ja mam 23 lata i jestem żywym dowodem na to, że wszystko zdarza się dwa razy. Po trzy, po cztery może i nawet. Obym tylko ja się już nie zdarzyła więcej, bo wystarczy taka jedna, głupiutka Karolina, która całe życie musi udawać szczęście.

"Mniej pierdolenia, więcej działania" - może od jutra, Michał.

2 komentarze:

  1. nic a nic nie jesteś gnuśna, ani głupiutka ale taka subletna w tych rozdarciach, urocza. Na mnie też pada cały dzień krakowski deszcz, też spływa po mnie cała melancholia. Taki dziś Kraków naburmuszony siedzi. Ehhh
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. oja, mój pierwszy poważny komentarz, hih, dziękuję :)
    dziękuję za taką niewidzialną obecność. Niewidzialną, ale odczuwalną.
    :)

    OdpowiedzUsuń