środa, 25 listopada 2009

co ma wisieć, mogło utonąć, ale zasnęło na ławce w parku

Środa, ludzie budzą się ze snu tygodniowego i ruszają na podbój sklepów. W końcu zbliżają się święta, których jeszcze bardziej nienawidzę przez pracę. Z drugiej strony - czas szybciej leci i dzieje się, oj dzieje wiele. Listopad jest piękny tego roku, słoneczny, ciepły. Jesień zszarzała, ale to nic, przyjdzie kolejna tuż, tuż, za rok. A rok to bardzo mało. Zleci momentalnie, ledwie kilka, kilkanaście notek i znów zatoczymy koło. Tylko wokół nas coś się zmieni, lustro uprze się, aby pokazywać nam widok inny niż znamy, meble zmienią ustawienie, a może my zmienimy je na inne, inne ściany, inne życie. Możliwości jest wiele. Nawet nasza skóra niepewna za rok.

U mnie nic się nie dzieje. Praca dom, dom praca. Film za filmem, czasem jakaś książka (no dobra, od kiedy mam laptopa to zupełnie jakbym porzuciła czytanie - wstyd mi za to, mam zajawkę, żeby obejrzeć wszystkie filmy, odsłuchać wszystkie płyty, coś jakby miał się skończyć zaraz świat - ale znam siebie, podobnie będę miała z czytaniem, wkrótce włączy się ta płyta ;) ).
I teraz też, czas na film, na wyłączenie się z tego świata, porzucenie wszystkiego tak jak jest. Przecież każdemu należy się własna utopia ;)

2 komentarze:

  1. lubię ten światek w którym jesteś :)
    pozdrawiam
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. to cieszy, że ktoś tu lubi zaglądać i poprzebywać :) pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń