wtorek, 5 stycznia 2010

karolina milczy, czyli świat się kończy

Nowy Rok nie spadł jak żaden grom z nieba ni to jasnego ni ciemnego. Po prostu powoli, jak gdyby nigdy nic, się stał. I cóż z tego? Ano nic. Nadal nosimy te same ciuchy (pierwszeństwo oczywiście mają te nowsze, bardziej modne i lansiarskie, ponoć), buty ubieramy: lewy na lewą stopę, prawy na prawą, smarkamy nosem, potrzeby fizjologiczne raczej nie odkładamy na później, no i gdzieś pośród tego wszystkiego jesteśmy. I ja też jestem i jest moje jakieś pokrętne zapalenie krtani, czy gardła, czy migdałków. W głowie się nie mieści - obudzić się nagle i zamiast mówienia chrypić?! I to jeszcze ja, osoba jednak raczej rozgadana, której podstawą życiową jest mówić, mówić i jeszcze raz mówić! Już nawet nie ważne do kogo, do kota, siebie, czy osoby obok. Po prostu, lubię mówić, mówię siebie tak, jakbym tworzyła obraz. Tylko nikt nie ma tyle cierpliwości, żeby poczekać i zobaczyć ten bohomaz.
No i tradycyjnie, zastanawiam się, czemu z tym światem jest tak, że stworzono nas, żeby mówić i słuchać, między innymi, a tak rzadko te warunki są spełniane. Mówimy, ale nikt nam nie odpowiada. Pytają, a potem zostawiają ciszę. Jutro ja stworzę prawdziwą odmianę siebie, będę milczeć, odzywać się jedynie do klientów. Ha i zobaczymy. Tak narzekają na moje gadanie (choć wiem, że żyć nie mogą bez niego), to teraz przynajmniej sobie wszyscy uświadomią, że jest ono potrzebne, do właściwej egzystencji w empiku ;)

1 komentarz:

  1. Ty przede wszystkim idź do lekarza, bo bez antybiotyku się pewnie nie obejdzie. :)

    OdpowiedzUsuń